Rewitalizacja pod palmami

Michał Stangel

Architektura-Murator 2/2005

Słońce, plaża, ocean, palmy… Wyspy Bahamy kojarzą się jednoznacznie, przyciągając corocznie przeszło dwa miliony turystów. W ciągu dnia, gdy akurat nie opalają się, nie pływają lub nie nurkują, wielu z nich spotkać można na głównej ulicy – Bay Street. To tu znajdują się butiki największych projektantów mody, sklepy z diamentami i drogimi zegarkami. Sklepy wolnocłowe sprzedają tani alkohol i kubańskie cygara. Trudniej coś zjeść, bo przecież wszyscy mają wyżywienie w hotelu lub na statku, a sklep z zegarkami to większy dochód niż restauracja. Jeśli jednak zbłąkany turysta uda się na poszukiwanie, dwieście metrów od głównego placu i ratusza może trafić na największy na Karaibach port przeładunkowy, gdzie jeden na drugim ustawione są rdzewiejące kontenery.

W wielu miastach świata podejmowane są projekty rewitalizacji, dla których szansą jest „uwolnienie” terenów poprzemysłowych w śródmieściu. Europejskie przykłady to między innymi Hamburg, Londyn, Gdański i dziesiątki innych. Okazuje się, że temat jest aktualny także w tak egzotycznym miejscu jak wyspy Bahama. W zeszłym roku tamtejsze władze zdały sobie sprawę z konieczności odnowy miasta. Postanowiono przenieść port przeładunkowy w inną część wyspy, a tereny poprzemysłowe zagospodarować. Kompleksowy projekt rewitalizacji śródmieścia Nassau zlecono firmie Edaw – jednemu z największych na świecie biur zajmujących się planowaniem miast, projektowaniem urbanistycznym i architekturą krajobrazu. Jako uczestnik warsztatów projektowych miałem okazję wziąć udział w przygotowywaniu wstępnej koncepcji.

Centrala Edaw mieści się w San Francisco, a odziały w m.in. USA, Australii, na bliskim wschodzie, w Chinach i w Londynie. W ramach globalnej działalności firma od przeszło dwudziestu lat organizuje „Summer Student Program” – program praktyk studenckich. Najpierw uczestnicy pracują wspólnie podczas dwutygodniowych warsztatów, a później odbywają dwumiesięczne praktyki w różnych oddziałach firmy. Program zaczął się od projektów w USA, ale wkrótce objął tematy międzynarodowe, jak kompleksy turystyczne w Afryce Północnej czy – w ubiegłym roku – plan nowej dzielnicy Pekinu. Warsztaty dotyczą tematów, które później opracowywane są w biurze jako projekty realizacyjne. Podobnie wyglądało to w tym roku; z jedną drobną różnicą: klient – rząd Bahamów dość sceptycznie nastawiony był do „oddania stolicy w ręce studentów”, dlatego do programu wybrano uczestników studiów podyplomowych i doktorantów, w wieku od 25 do 30 lat. O warsztatach zaczęto mówić jako o „Edaw Internship Program” i poproszono, by unikać słów „student” i „summer” w oficjalnych wystąpieniach.

Dwustutysięczne Nassau jest pełne kontrastów. Mnóstwo hoteli i rezydencji; przy głównej ulicy stoją długie limuzyny. Przy doku, gdzie cumują statki turystyczne mieszczą się jeden przy drugim sklepy z diamentami, drogimi zegarkami i ubraniami najlepszych projektantów… Ale hotele sąsiadują z pustymi parcelami, w śródmieściu nikt nie mieszka. Główna ulica pustoszeje po siedemnastej… a dwa kilometry dalej znajdują się slumsy. Praktycznie nic tu się nie produkuje; nawet mleko kokosowe sprowadza się Tajlandii a pamiątkowe, „bahamskie” t-shirty – z Chin. Turystyka jest głównym źródłem dochodu miasta, które odwiedza rocznie blisko 2 miliony osób, ale w ostatnich latach liczba ta systematycznie spada. Dlatego rewitalizacja miasta jest niezbędna, by nie tylko przyciągnąć turystów, ale i stworzyć lepsze warunki życia dla mieszkańców i pchnąć rozwój miasta na nowe tory. Taki projekt, obejmujący poprawę jakości przestrzeni oraz aktywizację gospodarczą lokalnej społeczności ma zamienić podupadające centrum miasta w „tętniącą życiem tropikalną dzielnicę”.

Jak sprawić, by w ciągu dwóch tygodni powstał spójny projekt odnowy miasta? Jak wykorzystać potencjał dwudziestu osób, które nigdy wcześniej ze sobą nie pracowały? Niezależnie od tematu warsztatów i egzotyki otoczenia, najciekawszy był właśnie proces „rozgryzania” problemu i sposób prowadzenia warsztatów przez praktyków, mający doświadczenie w dziesiątkach projektów na całym świecie. Pierwszy tydzień polegał przede wszystkim na przyswajaniu i zbieraniu informacji, oraz na formułowaniu wstępnych założeń i koncepcji. W ciągu pięciu dni odbyło się przeszło trzydzieści wykładów i spotkań z ekspertami i „udziałowcami”. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. burmistrz miasta Miami Beach, specjalista od rozwoju ośrodków turystycznych na Karaibach czy architekt, który prowadził kilka projektów rewitalizacji w Londynie. A z miejscowych: premier Bahamów, politycy, właściciele terenów i przedstawiciele miasta. Intensywna dawka informacji pozwoliła na zorientowanie się w złożoności problemu. Równocześnie poznawaliśmy miasto i oglądaliśmy teren przyszłych inwestycji – na piechotę, autobusem, z wody, a niektórzy nawet z powietrza; podczas lotu helikopterem nad miastem… Równocześnie odbywały się pierwsze ćwiczenia, w grupach wybieranych tak, że do końca tygodnia każdy miał szansę popracować z każdym. Wywiady na ulicach miasta, burze mózgów, szkice, schematy, analizy… Najciekawszym zadaniem było stworzenie czterech „maksymalnych scenariuszy”. Docelowo „plan miejscowy” miał zaproponować najkorzystniejsze przemieszanie funkcji. W tym ćwiczeniu cztery grupy miały „puścić wodze fantazji” i stworzyć scenariusze jednostronnego rozwoju Nassau: jako miasta ściśle turystycznego, miasta-rezydencji, miasta komercyjnego czy też stolicy państwa – centrum administracyjnego.

Po tygodniu intensywnej pracy zaczęła wyłaniać się koncepcja. W weekend na chwilę zapomnieliśmy o problemach śródmieścia i poznaliśmy inne oblicze Bahamów. Zwiedziliśmy Atlantis – największy hotel Karaibów, który konsumuje 10% prądu Nassau i jako atrakcja turystyczna konkuruje z Disney Landem, Las Vegas i Hawajami. Ogromny kompleks zbudowany jest jakby na gruzach Atlantydy – są tu sztuczne wykopaliska archeologiczne, akwaria, zabytki; a do tego mnóstwo zieleni, baseny, plaże… Można by powiedzieć że to „disneyowski kicz”, jednak robi wrażenie… Kamienne mury, miedziane detale, „autentyczne” freski, rzeźby i wykopaliska, jak np. strój nurka z Atlantydy czy łódź podwodna – wykonane są nadzwyczaj starannie i przekonująco. Jeden z szefów kompleksu wytłumaczył nam „disneyowską” zasadę autentyczności stosowana przy w tego rodzaju realizacjach: nie chodzi o to by rzeczywistość była prawdziwa, ale by była tak przekonywująca, by ludzie zawiesili swoją niewiarę, i dali się porwać opowiadanej historii… jak na dobrym filmie. Dawką prawdziwej kultury Bahamów było „Junkanoo” – festiwal; parada ulicami miasta, wywodząca się z czasów niewolnictwa, kiedy murzyni z byle czego („junk”) robili stroje, przebierali się, grali i tańczyli. Dziś kostiumy to konstrukcje z drutu, kartonu, bibuły i trzciny, sięgające nawet 10 metrów wysokości. Miejscowi przywiązują do Junkanoo ogromną wagę, gdyż parada i całonocna impreza na wolnym powietrzu jest symbolem energii mieszkańców; wykorzystaniem przestrzeni miasta do zamanifestowania wspólnoty i dumy.

Doświadczenia weekendu odbiły się na dalszej pracy. Postanowiliśmy postawić nacisk na autentyczność, kulturę Bahamów i „duch miejsca” – nie tylko pastelowych budynków i tropikalnej zieleni, ale także portu przemysłowego, jako dziedzictwa miasta. Mottem stało się „zmaterializowanie ducha Junkanoo w mieście” i przywrócenie miasta mieszkańcom. Końcowy projekt dzielił śródmieście na trzy dzielnice. Zaproponowano przekształcenie terenu zlikwidowanego portu w różnorodną dzielnicę ze sklepami, kafejkami i restauracjami; ale także mieszkaniami i lokalnymi usługami jak pralnia czy piekarnia. Budynki na brzegu miałyby modularna strukturę, przypominającą kontenery, a „poszarpana” linia brzegowa przypominałaby przemysłowy charakter miejsca. Równocześnie zieleń, pergole, arkady chroniłyby od słońca. Na głównej ulicy zaproponowano szereg „zabiegów kosmetycznych”, jak nowa nawierzchnia, ławki, latarnie, ujednolicenie szyldów, wprowadzenie zieleni w donicach i na fasadach (tak by nie przeszkadzała w paradzie Junkanoo). Przeprojektowano główny plac tak, by stał się „salonem miasta” z fontannami i bujną zielenią. Zaproponowano też powiązanie turystycznego nabrzeża z innymi obszarami miasta, przez stworzenie punktów węzłowych – skwerów z przystankami autobusowymi i postojami taksówek – na wylocie głównych ulic prostopadłych do linii brzegowej.

Dwutygodniowa przygoda z „rewitalizacją pod palmami” była okazją do poznania fascynującego miejsca, ciekawych ludzi ale przede wszystkim kompleksowego podejścia do „atakowania” problemu urbanistycznego. Warsztaty były bardzo intensywne i w ciągu dwóch tygodni udało się opracować spójna wizję rewitalizacji miasta; połączenie projektu urbanistycznego ze strategia rozwoju, łącznie z oszacowaniem kosztów i analizą możliwości finansowania projektu. Teraz projekt opracowuje dalej biuro Edaw w Atlancie, a za kilka miesięcy ma być gotowy plan miejscowy i program rewitalizacji. W przyszłym roku jubileuszowe, dwudzieste piąte warsztaty „Edaw Internship Program” mają ma odbyć się w centrali firmy w San Francisco.

http://www.edaw.com/ssp04/index.aspx